W 35. edycji Festiwalu Mozartowskiego Warszawskiej Opery Kameralnej, w Basenie Artystycznym, wystawiono śpiewogrę Wolfganga Amadeusza Mozarta „Dyrektor teatru” do libretta autorstwa Johann Gottlieb Stephanie.
Już w XVIII wieku łączono dialogi z partiami śpiewanymi. W adaptacji Warszawskiej Opery Kameralnej to kolaż teatru dramatycznego, opery, baletu i wizualizacji filmowych.
Przedstawienie wystawiono w hołdzie Joannie (autorce wielu polskich przekładów i adaptacji librett operowych) oraz Janowi (reżyserowi i współtwórcy inscenizacji) Kulmom, którzy należeli do grona założycieli Warszawskiej Opery Kameralnej w 1961 roku. Wcześniej, w Strumianach, na Pomorzu Zachodnim, prowadzili dom otwarty dla młodych artystów i ludzi kultury. Wychowali całe pokolenia uczniów i współpracowników. Może dlatego realizatorzy przenieśli akcję przedstawienia do lat 50. i 60. XX wieku oraz osadzili ją w klimacie włoskiego kina Felliniego, w wytwórni Cinecittà.
Spektakl ukazuje duchowe wnętrze dyrektora teatru, a zarazem reżysera Franka, który jako niemy narrator przemieszcza się w czarno-białych scenach filmowych przez lata życia, doświadczeń i obserwacji rzymskich ulic, przy nostalgicznych dźwiękach muzyki NinoRoty z „Tematu głównego z filmu Osiem i pół” oraz romantycznych brzmieniach melodii z repertuaru Marino Mariniego („Gualione” Giuseppe Fanciulliego i „Quando, quando, quando” Toniego Renisa).
Retrospektywa wspomnień, iluzji emocjonalnych i przemyśleń na temat wizji artystycznej przeplata się ze scenami castingu pełnego groteski oraz uwikłań finansowych i ideologicznych wypełnionymi tragikomediowymi dialogami oraz ariami Mozarta.
Pojedynek gwiazd sceny jest bardzo dynamiczny. Aktorskie umiejętności kandydatów prezentowane są w scenach pełnych komizmu. Obserwujemy rywalizację na słowa, lirykę wiersza, piękno głosu, technikę i wysokość dźwięków, wdzięk oraz precyzję tańca baletowego, które uwodzą publiczność. Zamierzenia artystyczne zderzane są z dylematami produkcyjnymi, takimi jak czas realizacji, budżet, wymagania dotyczące obsady czy efekty marketingowe.
Nad realiami skrzętnie czuwa asystent dyrektora, próbując skłonić go do osadzenia koncepcji artystycznej w rzeczywistości.
Wewnętrzne, czarno-białe wizje skontrastowane są z przepychem występów artystów. Tłem są pióra, tiule, kokardy i schody. Widz, kierując się sugestiami artystów, próbuje oceniać i nie może się zdecydować, czy woli dźwięczny sopran koloraturowy Dulcinei Lucini, czy aksamitny i głęboki sopran Signiory Argentiny, czerwień czy błękit strojów. A może barwny głos tenora Rosignouola? Byłam oczarowana, a jednak nie mogłabym wybrać, bo każdy występ miał swoje atuty.
Wirtuozowskie arie wybrzmiewają melodyjnie w języku włoskim. Publiczność może śledzić ich treść w języku polskim (także teksty mówione tłumaczone są na język angielski). Zabawne dialogi Loretty Felli i bankiera Rinaldiego pozwalają zdystansować się od wyboru. Monologi aktorki Alberty Toro z wymownym nosem klauna skłaniają do refleksji: życie to teatr, teatr to sztuka, ale też gra, a w życiu wszyscy jesteśmy komediantami.
Barwna i odważna postać Signioriny Giny Ferrari, „Pomarańczarki znad Tybru”, twardo stąpającej po realiach rzymskiego miasta, a jednocześnie stale poszukującej… spaja poszczególne występy.
Pochwała różnorodności jest sednem spektaklu. Gdy każdy z artystów ubiegających się o angaż przestaje walczyć o swoją pozycję i skupia się na jakości występu, przedstawienie nabiera blasku, a w finale dochodzi do zespołowego wykonania i wyboru właściwego scenariusza – jakże osobistego „Dyrektora Teatru”. Integracja pozwala osiągnąć harmonię, jak podczas parady w filmie Felliniego „Osiem i pół” będącego inspiracją aranżacji scenariusza przedstawienia.
Odbiorca jest spełniony, bo każdy znalazł tu coś dla siebie. Kunsztowna gra aktorów i wirtuozerskie wykonania arii śpiewaków, subtelne układy choreograficzne tancerzy w magicznej oprawie światła oraz lekkość brzmienia muzyki zadowoliły najwybredniejsze gusty. Chociaż Mozart był głównym sprawcą wystawienia tego spektaklu, na mnie największe wrażenie zrobiła gra aktorska Alicji Węgorzewskiej w groteskowej roli rzymskiej bizneswoman Giny Ferrari – rzeczywistej dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej – oraz Wojciecha Wysockiego, tworzącego postać Franka – alter ego dyrektora teatru.
Fascynujące było dla mnie zderzenie czarno-białych wizji dyrektora Franka i jego przemyśleń z barwnym światem artystów. Przemijanie uczy, że współpraca jest diamentem, a czas można zatrzymać w teatrze. Dramaturgia spektaklu, w której odczytałam motywy kojarzące się z jungowską koncepcją cienia, podobnie jak u Felliniego – jest moim zdaniem największym atutem.
Realizacja spektaklu: Jakub Przebindowski – dramaturgia, adaptacja i reżyseria, Tomasz Pokrzywiński – kierownictwo muzyczne, Paulina Andrzejewska-Damięcka – choreografia, Katarzyna Gabrat-Szymańska – scenografia, Agnieszka Wyrwał – kostiumy, Michał Jaskulski – projekcje multimedialne, Maciej Iwańczyk – reżyseria światła, Paweł Zawadzki – realizacja dźwięku, Nikola Zientarska – asystent choreografa.
Obsada: Wojciech Wysocki jako Dyrektor Frank, Rafał Zawierucha jako Bankier Rinaldi, Władysław Grzywna jako Asystent Buff, Dorota Kamińśka jako Alberta Toro, Alicja Węgorzewska jako Gina Ferrari oraz Martyna Kliszewska jako Loretta Felli. Partie śpiewane wykonają Teresa Marut* i Anna Koehler (Dulcinea Lucini), Adrianna Ferfecka i Hanna Okońska* (Signiora Argentina) oraz Ernest Tymczyszyn* i Łukasz Ratajczak (Rosignouolo).
*W oglądanym przeze mnie w dniu 19.06.2026 spektaklu
Muzycy: Zespół Bastarda Mozart Ensemble pod kierownictwem prof. Tomasza Pokrzywińskiego
Tekst: Ewa Daszewska AllEdit.pl
Wybrane poniżej zdjęcia – źródło: Warszawska Opera Kameralna
Więcej zdjęć na stronie WOK:
https://www.facebook.com/media/set/?vanity=Warszawska.Opera.Kameralna&set=a.1006249408783224
https://www.facebook.com/media/set/?vanity=Warszawska.Opera.Kameralna&set=a.1007192332022265





















