Miałam zaszczyt gościć w Basenie Artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej na niezwykłym spektaklu „Bal w operze” z muzyką Leszka Możdżera do tekstu poematu Juliana Tuwima z 1936 roku, jakże aktualnego przez lata. Julian Tuwim jest dla mnie bardzo ważną postacią, ulubionym poetą. Cenię go za przenikliwą wrażliwość i celne przekazanie emocji dotyczących wszelkich aspektów życia, a także społecznych zależności. Tuwim używa w swoich wierszach niespotykanie melodyjnego rytmu. Ten rytm jest również istotny w muzyce jazzowej, jaką uprawia Leszek Możdżer. Obaj twórcy przekazują odbiorcom niesłychany ładunek energii. Te dwie indywidualności spotykają się na gościnnej scenie Basenu Artystycznego Warszawskiej Opery Kameralnej dzięki inicjatywie i pomysłowi Alicji Węgorzewskiej, dyrektor teatru.
To kolejna kompozycja Leszka Możdżera do tego wiersza (pierwsza powstała na galę Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu w 2014 roku w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, potem inscenizowana w 2016 roku przez studentów Wydziału Aktorskiego w Teatrze Collegium Nobilium Warszawskiej Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie w reżyserii Anny Sroki-Hryń) i jak sam mówi – dojrzalsza. Leszek Możdżer objawił w tym przedstawieniu ogromną dojrzałość sceniczną – nie tylko muzyczną (autor muzyki i kierownik muzyczny, gra na fortepianie i na trąbce), ale i aktorską (recytator, animator), uwodząc widzów słowem i strojem, włączając ich do udziału w zabawie.
Odważny w formie, kipiący emocjami performans wyreżyserowała Agnieszka Płoszajska; scenografię przygotowała Katarzyna Gabrat-Szymańska, choreografię – Santiago Bello, kostiumy – Małgorzata Słoniowska. Wszyscy artyści zademonstrowali ogromną pasję i nieludzkie tempo odgrywanych ról.
Już we foyer teatru, w tłum gości wmieszali się aktorzy. Wchodząc na widownię, czułam się, jakbym znalazła się na przyjęciu. Jeszcze słychać było gwar rozmów, toasty, komentarze, zachwyt nad scenografią. Po zajęciu miejsc atmosfera powoli przekształcała się ze swobodnego koncertu w ogródku w przedstawienie pełne barw, euforycznych tańców, barwnych strojów, mamiących kolorami i formą. Publiczność poddana była wrażeniu radosnej zabawy, euforii, tempo pokazów nasilało się coraz bardziej, wraz z pulsującym rytmem muzyki. Aktorzy, tancerze i akrobaci przebiegali przez wybieg między publicznością, pojawiali się wokół widzów i na balkonach, zwieszali się z sufitu na linach i wirowali tuż nad głowami publiczności. Emocje przekształcały się od zauroczenia, zachwytu, po niedowierzanie, lęk, aż po obrzydzenie, gdy pokazane były wszelkie przywary człowieka: próżność, pycha, zdrada, zazdrość, przemoc, a w końcu zagłada – tuż przed naszymi twarzami.
Ukazano w karykaturze dysproporcje panujące w społeczeństwie. Bal elit władzy, z udziałem różnych służb, ludzi kultury i dziennikarzy skontrastowany został z codziennością zwykłych ludzi, nie dostrzegających ideałów w zabieganiu o przetrwanie.
Gdy z niedowierzaniem, struchlali, obserwowaliśmy przedstawione skutki brutalnych działań, walk, gwałtu, wojen, poczuliśmy, że znajdujemy się na dnie piekła i wtedy anielski głos Alicji Węgorzewskiej obudził uśpione dusze, zwiastując apokalipsę. Czy to był głos triumfu szatana, czy głos anioła wzywający do opamiętania?
Na cmentarzu ciał została pogrzebana wizja pogoni za sukcesem, za atrakcyjnością układów. Obudziła się nadzieja na odrodzenie, bo gdy nie ma już szans dla pojedynczego człowieka, jeszcze jest szansa dla ludzkości. Chociaż zmieniały się ideologie i nadal funkcjonuje ich wiele, różne systemy rywalizują i walczą, zabiegają o zwycięstwo swoich idei, za wszystkim stoją Tuwimowe „robaczywe pieniądze”. Rodzi się nadzieja, że jednak uwierzymy, że oprócz błyskotliwych uciech świata, liczą się przede wszystkim prawdziwe wartości. Oby nie zostały one tylko zapisem cyfrowym.
Spektakl dedykowany jest wyłącznie widzom dorosłym, wymaga dojrzałości dla właściwego zrozumienia. Moim zdaniem powinien być pokazywany maturzystom, aby obudzić ich świadomość na progu dorosłości. Szczególnie młodzi ludzie niechętnie przyjmują nakazy, zakazy i przestrogi, nawet cyfrowe wizje wydają im się jedynie grą. A doświadczenie bywa bolesne. Ten spektakl nie boli, a zostawia w duszy trwały ślad.
Tekst i zdjęcia: Ewa Daszewska „Balonowa Gorączka” Alledit.pl
Zdjęcie Autorki w loży krytyka – fot. Renata Celer
Więcej zdjęć w fotogalerii —>







